Miałam już przygotowaną notkę na totalnie inny temat, ale rzycie jest pełne niespodzianek i napiszę o czymś, co sprawiło, że moje, nędzne rzycie już nigdy nie będzie takie samo.
Odkąd mieszkam na duńskich peryferiach, dowiaduję się o miejscach/ludziach/przedmiotach i wydarzeniach, o których nigdy wcześniej nie miałam pojęcia. Jednym z nich jest właśnie Roskilde Festival. Zaraz najadą na mnie znawcy muzyki i znawcy wszystkiego, że jak mogłam nie znać tak popularnego festiwalu. Ano mogłam, bo muzyka w moim rzyciu nie odgrywa aż tak ogromnej roli, właściwie nic nie odgrywa, bo moje życie jest bezcelowe, nudne i nędzne, a jedyna rzecz sprawiająca mi radość, to szukanie odpowiedzi na pytanie - nazwę mojego bloga.
Wracając jednak do Roskilde, miałam możliwość w zeszłym roku pojechać na ten właśnie festiwal, ale nie byłam w stanie wygrać z nostalgią, czyli zwykłą tęsknotą za ojczyzną.
W tym roku jednak stwierdziłam, że skoro nie wiadomo jak długo jeszcze zagoszczę w Danii, warto byłoby się wybrać na Roskilde. Co prawda jestem biedna i na nic mnie nie stać, ale na szczęście mam znajomości. Tak więc zostałam wolontariuszem na Roskilde Festival 2013. I wszystko byłoby idealnie, jadę z moją koleżanką z uczelni, wkręciłam też moją super przyjaciółkę z Wrocławia, gdyby nie to co odkryłam dzisiaj. Gdybym tylko rok temu wiedziała to co wiem teraz...
Przez moją pracę, geny i nie wiem co jeszcze, cierpię na bezsenność lub bardzo lekki sen. Gdy już wygrałam we Fruit Ninja i wszystkie inny gry na moim iPodzie zaczęłam ogarniać internet. Już nigdy więcej nie zacznę szperać w googlach o 5:30, przysięgam. Odpalę sobie po prostu jakiś film, serial i kiedyś usnę. Doszłam do wniosku, że fajnie byłoby sprawdzić Lineup z zeszłego roku na Roskilde. Na pierwszy ogień poszedł ASAP, myślę, nie no, nie ma tragedii, przeżyję, fajnie byłoby zobaczyć, ale też jakoś przeokrutnie się nie jarałam nigdy. Później patrzę: Mac Miller. Zalała mnie fala gorąca, jakbym nagle dostała menopauzy, już wiedziałam, że to źle wróży, a poza tym miałam nadzieję na Maca w tym roku. Moje marzenia o tym, że dostrzeże mnie w tłumie, wyciągnie na scenę i oświadczy mi się, zwyczajnie odpłynęły. Następnie: Macklemore. Tu to samo marzenie co wyżej również rozmyło się. The Roots i Wiz. Moje oczy zalały się łzami, zaczęłam miotać się po łóżku krzycząc, że nie chcę rzyć, bo co to za rzycie? Wierzcie mi lub nie, będę wciąż prowadzić swoją marną egzystencję jak i tego marnego bloga, ale moje rzycie już nigdy nie będzie takie samo.
Dodaję print skrina, niestety widocznie Maclemore nie był tak ważny, aby znaleźć się na przodzie listy, ale uwierzcie, mówię to z bólem serca, był tam........
.
MAC I MACLEMORE, JEZU, DLACZEGO, DLACZEGO TAKI JESTEŚ?!?!?!?!
Tymczasem idę znaleźć sztylet i ugodzić się nim w serce, aby ulżyć mojemu bólowi psychicznemu i na chwilę zapomnieć o tym jak bardzo rzycie jest niesprawiedliwe.
Pozdrawiam,
Zdruzgotana Ania
piątek, 12 kwietnia 2013
piątek, 5 kwietnia 2013
Piątek
Zazwyczaj w zanadrzu mam kilka tematów na notkę. Jednakże zawsze czekam i dobieram temat tak, aby odzwierciedlał mój faktyczny stan. Tak też jest i dziś. Piątek. Super dzień, pomyślą wszyscy. Dlaczego więc jest tak, że gdy cały tydzień wyglądam dobrze, to akurat w piątek, gdy mam iść albo do pracy, albo na imprezę (tak więc jedno i drugie uwzględnia długą noc i wiele nowych osób do poznania) wyglądam jak potwór? Dzisiejszy dzień jest końcem kolejnego tygodnia, w którym nie osiągnęłam kompletnie nic. Dlaczego więc, pomimo, że nie przemęczałam się ani trochę, uroda nie jest dla mnie łaskawa?
Postanowiłam chociaż napisać dziś notkę, aby nie uznać tego dnia za całkowicie bezwartościowy i stracony. Miałam iść na uczelnię, nie wyszło. Miałam ogolić nogi, ogoliłam, ale się zacięłam i leci mi krew. Swoją drogą, nie wiem jak to jest, golę nogi już prawie połowę mojego życia i nadal się zacinam. Właściwie nie ma golenia bez zacięcia na nogach. Gdy ktoś pyta mnie od czego mam blizny na kolanach i piszczeli, opowiadam o podbojach i wspinaczkach po drzewach w czasach mojego błogiego dzieciństwa, a prawda jest smutna, nie potrafię ogolić sobie nóg. Miałam oddać puszki do skupu i zrobić za to zakupy. Puszki nadal tu są, a w lodówce ciągle tylko to samo, stare mango, które nawet nie wiem czy wciąż nadaje się do spożycia, ale mam zamiar z niego zrobić smoothie jeszcze dzisiaj. Miałam iść na siłownię i to, jako jedyne chyba, mi wyszło. Miałam ugotować pyszny obiad, ale sos brokułowo - serowy nie był tak pyszny jak zapewniali.
Czasem czuję się jak totalna ofiara losu, co więcej ofiara swojego życia. Od pewnego czasu mam humor dość depresyjny, czego nie mogę nawet zwalić na piękną pogodę w Danii, która mnie zadziwia, bo ani razu nie padało tu jeszcze odkąd przyjechałam, a to będą już dwa tygodnie. Paradoksalne jest to, że wyczuwam tę dość intensywną ironię i gdy ja płaczę sobie w poduszkę, los i pogoda śmieją mi się w twarz. Wczoraj wpadłam nawet na genialny pomysł oglądnięcia smutnych filmów, aby mieć wytłumaczenie dla mojego płakanka. Nie wiem jak naiwna byłam, gdy myślałam, że to pomoże. Oglądałam film o przyjaźni między psem Hachiko i profesorem. Niestety koniec końców, doszłam do żałosnego wniosku, że na mnie nawet pies nie czeka, co sprawiło, że moje życie jest jeszcze bardziej dołujące. Psu nie przeszkadzało, aby przebiec się po swojego pana na dworzec, a gdy ja miałam 6godzinny postój w Poznaniu, moja mama powiedziała mi, że nie opłaca się po mnie jechać z Wrocławia. Tak, tak, rodzina. Fakt, może ta przesiadka nie była aż 6godzinna, ale kto by się tam rozdrabniał.
Poniżej przedstawiam zdjęcia swojej zaciętej nogi i mojego steppera na siłowni.
Postanowiłam chociaż napisać dziś notkę, aby nie uznać tego dnia za całkowicie bezwartościowy i stracony. Miałam iść na uczelnię, nie wyszło. Miałam ogolić nogi, ogoliłam, ale się zacięłam i leci mi krew. Swoją drogą, nie wiem jak to jest, golę nogi już prawie połowę mojego życia i nadal się zacinam. Właściwie nie ma golenia bez zacięcia na nogach. Gdy ktoś pyta mnie od czego mam blizny na kolanach i piszczeli, opowiadam o podbojach i wspinaczkach po drzewach w czasach mojego błogiego dzieciństwa, a prawda jest smutna, nie potrafię ogolić sobie nóg. Miałam oddać puszki do skupu i zrobić za to zakupy. Puszki nadal tu są, a w lodówce ciągle tylko to samo, stare mango, które nawet nie wiem czy wciąż nadaje się do spożycia, ale mam zamiar z niego zrobić smoothie jeszcze dzisiaj. Miałam iść na siłownię i to, jako jedyne chyba, mi wyszło. Miałam ugotować pyszny obiad, ale sos brokułowo - serowy nie był tak pyszny jak zapewniali.
Czasem czuję się jak totalna ofiara losu, co więcej ofiara swojego życia. Od pewnego czasu mam humor dość depresyjny, czego nie mogę nawet zwalić na piękną pogodę w Danii, która mnie zadziwia, bo ani razu nie padało tu jeszcze odkąd przyjechałam, a to będą już dwa tygodnie. Paradoksalne jest to, że wyczuwam tę dość intensywną ironię i gdy ja płaczę sobie w poduszkę, los i pogoda śmieją mi się w twarz. Wczoraj wpadłam nawet na genialny pomysł oglądnięcia smutnych filmów, aby mieć wytłumaczenie dla mojego płakanka. Nie wiem jak naiwna byłam, gdy myślałam, że to pomoże. Oglądałam film o przyjaźni między psem Hachiko i profesorem. Niestety koniec końców, doszłam do żałosnego wniosku, że na mnie nawet pies nie czeka, co sprawiło, że moje życie jest jeszcze bardziej dołujące. Psu nie przeszkadzało, aby przebiec się po swojego pana na dworzec, a gdy ja miałam 6godzinny postój w Poznaniu, moja mama powiedziała mi, że nie opłaca się po mnie jechać z Wrocławia. Tak, tak, rodzina. Fakt, może ta przesiadka nie była aż 6godzinna, ale kto by się tam rozdrabniał.
Poniżej przedstawiam zdjęcia swojej zaciętej nogi i mojego steppera na siłowni.
Na koniec i prawdopodobnie na potwierdzenie żałości tego dnia, ogłaszam żałobę z okazji opuszczenia ToSięWytnie przez Kostka. Nie ukrywam, że podczas moich niezliczonych podróżny do stolicy ZAWSZE miałam nadzieję, że zaczepi mnie w Ulicznym Kombajnie. Ale niestety nie urodziłam się w czepku, takie rzeczy się mi zwyczajnie nie zdarzają.
Pozdrawiam,
Depresyjna Ania
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
.jpeg)
