piątek, 5 kwietnia 2013

Piątek

Zazwyczaj w zanadrzu mam kilka tematów na notkę. Jednakże zawsze czekam i dobieram temat tak, aby odzwierciedlał mój faktyczny stan. Tak też jest i dziś. Piątek. Super dzień, pomyślą wszyscy. Dlaczego więc jest tak, że gdy cały tydzień wyglądam dobrze, to akurat w piątek, gdy mam iść albo do pracy, albo na imprezę (tak więc jedno i drugie uwzględnia długą noc i wiele nowych osób do poznania) wyglądam jak potwór? Dzisiejszy dzień jest końcem kolejnego tygodnia, w którym nie osiągnęłam kompletnie nic. Dlaczego więc, pomimo, że nie przemęczałam się ani trochę, uroda nie jest dla mnie łaskawa?
Postanowiłam chociaż napisać dziś notkę, aby nie uznać tego dnia za całkowicie bezwartościowy i stracony. Miałam iść na uczelnię, nie wyszło. Miałam ogolić nogi, ogoliłam, ale się zacięłam i leci mi krew. Swoją drogą, nie wiem jak to jest, golę nogi już prawie połowę mojego życia i nadal się zacinam. Właściwie nie ma golenia bez zacięcia na nogach. Gdy ktoś pyta mnie od czego mam blizny na kolanach i piszczeli, opowiadam o podbojach i wspinaczkach po drzewach w czasach mojego błogiego dzieciństwa, a prawda jest smutna, nie potrafię ogolić sobie nóg. Miałam oddać puszki do skupu i zrobić za to zakupy. Puszki nadal tu są, a w lodówce ciągle tylko to samo, stare mango, które nawet nie wiem czy wciąż nadaje się do spożycia, ale mam zamiar z niego zrobić smoothie jeszcze dzisiaj. Miałam iść na siłownię i to, jako jedyne chyba, mi wyszło. Miałam ugotować pyszny obiad, ale sos brokułowo - serowy nie był tak pyszny jak zapewniali.
Czasem czuję się jak totalna ofiara losu, co więcej ofiara swojego życia. Od pewnego czasu mam humor dość depresyjny, czego nie mogę nawet zwalić na piękną pogodę w Danii, która mnie zadziwia, bo ani razu nie padało tu jeszcze odkąd przyjechałam, a to będą już dwa tygodnie. Paradoksalne jest to, że wyczuwam tę dość intensywną ironię i gdy ja płaczę sobie w poduszkę, los i pogoda śmieją mi się w twarz. Wczoraj wpadłam nawet na genialny pomysł oglądnięcia smutnych filmów, aby mieć wytłumaczenie dla mojego płakanka. Nie wiem jak naiwna byłam, gdy myślałam, że to pomoże. Oglądałam film o przyjaźni między psem Hachiko i profesorem. Niestety koniec końców, doszłam do żałosnego wniosku, że na mnie nawet pies nie czeka, co sprawiło, że moje życie jest jeszcze bardziej dołujące. Psu nie przeszkadzało, aby przebiec się po swojego pana na dworzec, a gdy ja miałam 6godzinny postój w Poznaniu, moja mama powiedziała mi, że nie opłaca się po mnie jechać z Wrocławia. Tak, tak, rodzina. Fakt, może ta przesiadka nie była aż 6godzinna, ale kto by się tam rozdrabniał.

Poniżej przedstawiam zdjęcia swojej zaciętej nogi i mojego steppera na siłowni.


































Na koniec i prawdopodobnie na potwierdzenie żałości tego dnia, ogłaszam żałobę z okazji opuszczenia ToSięWytnie przez Kostka. Nie ukrywam, że podczas moich niezliczonych podróżny do stolicy ZAWSZE miałam nadzieję, że zaczepi mnie w Ulicznym Kombajnie. Ale niestety nie urodziłam się w czepku, takie rzeczy się mi zwyczajnie nie zdarzają.
Pozdrawiam,
Depresyjna Ania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz