piątek, 12 kwietnia 2013

Roskilde Festival

Miałam już przygotowaną notkę na totalnie inny temat, ale rzycie jest pełne niespodzianek i napiszę o czymś, co sprawiło, że moje, nędzne rzycie już nigdy nie będzie takie samo.
Odkąd mieszkam na duńskich peryferiach, dowiaduję się o miejscach/ludziach/przedmiotach i wydarzeniach, o których nigdy wcześniej nie miałam pojęcia. Jednym z nich jest właśnie Roskilde Festival. Zaraz najadą na mnie znawcy muzyki i znawcy wszystkiego, że jak mogłam nie znać tak popularnego festiwalu. Ano mogłam, bo muzyka w moim rzyciu nie odgrywa aż tak ogromnej roli, właściwie nic nie odgrywa, bo moje życie jest bezcelowe, nudne i nędzne, a jedyna rzecz sprawiająca mi radość, to szukanie odpowiedzi na pytanie - nazwę mojego bloga.
Wracając jednak do Roskilde, miałam możliwość w zeszłym roku pojechać na ten właśnie festiwal, ale nie byłam w stanie wygrać z nostalgią, czyli zwykłą tęsknotą za ojczyzną.
W tym roku jednak stwierdziłam, że skoro nie wiadomo jak długo jeszcze zagoszczę w Danii, warto byłoby się wybrać na Roskilde. Co prawda jestem biedna i na nic mnie nie stać, ale na szczęście mam znajomości. Tak więc zostałam wolontariuszem na Roskilde Festival 2013. I wszystko byłoby idealnie, jadę z moją koleżanką z uczelni, wkręciłam też moją super przyjaciółkę z Wrocławia, gdyby nie to co odkryłam dzisiaj. Gdybym tylko rok temu wiedziała to co wiem teraz...
Przez moją pracę, geny i nie wiem co jeszcze, cierpię na bezsenność lub bardzo lekki sen. Gdy już wygrałam we Fruit Ninja i wszystkie inny gry na moim iPodzie zaczęłam ogarniać internet. Już nigdy więcej nie zacznę szperać w googlach o 5:30, przysięgam. Odpalę sobie po prostu jakiś film, serial i kiedyś usnę. Doszłam do wniosku, że fajnie byłoby sprawdzić Lineup z zeszłego roku na Roskilde. Na pierwszy ogień poszedł ASAP, myślę, nie no, nie ma tragedii, przeżyję, fajnie byłoby zobaczyć, ale też jakoś przeokrutnie się nie jarałam nigdy. Później patrzę: Mac Miller. Zalała mnie fala gorąca, jakbym nagle dostała menopauzy, już wiedziałam, że to źle wróży, a poza tym miałam nadzieję na Maca w tym roku. Moje marzenia o tym, że dostrzeże mnie w tłumie, wyciągnie na scenę i oświadczy mi się, zwyczajnie odpłynęły. Następnie: Macklemore. Tu to samo marzenie co wyżej również rozmyło się. The Roots i Wiz. Moje oczy zalały się łzami, zaczęłam miotać się po łóżku krzycząc, że nie chcę rzyć, bo co to za rzycie? Wierzcie mi lub nie, będę wciąż prowadzić swoją marną egzystencję jak i tego marnego bloga, ale moje rzycie już nigdy nie będzie takie samo.
Dodaję print skrina, niestety widocznie Maclemore nie był tak ważny, aby znaleźć się na przodzie listy, ale uwierzcie, mówię to z bólem serca, był tam........
.
MAC I MACLEMORE, JEZU, DLACZEGO, DLACZEGO TAKI JESTEŚ?!?!?!?!

Tymczasem idę znaleźć sztylet i ugodzić się nim w serce, aby ulżyć mojemu bólowi psychicznemu i na chwilę zapomnieć o tym jak bardzo rzycie jest niesprawiedliwe.

Pozdrawiam,
Zdruzgotana Ania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz