piątek, 29 marca 2013

Praca

Już jakiś czas temu planowałam napisać notkę o mojej pracy. Szczerze mówiąc jest to kopalnia i nieustannie płynąca rzeka tematów na temat których mogłabym się codziennie rozpisywać. Jednakże momentem przełomowym w napisaniu notki był napiwek w wysokości 155 dkk jaki dostałam wczoraj.
Mimo tego, że najbardziej lubię pieniądze, dostaję naprawdę przeróżne napiwki.
Pierwszy, który chciałabym przedstawić to zabawka dla dzieci. Nie wiem jaka jest historia tej zabawki, tzn. pewnie dość krótka, bo zabawka nie jest nawet otwarta, a ja sama nie wiem co myślała dziewczyna, która zostawiła mi ten "napiwek" i czy myślała w ogóle. Powiedziała mi tylko, że miała dać to swojemu siostrzeńcowi, a teraz jest na imprezie i najwidoczniej doszła do wniosku, że jest to najodpowiedniejszy prezent dla dziewczyny, która opiekowała się jej kurtką. 


Drugim z kolei giftem są zapalniczki. Odkąd pracuję w szatni mam tyle zapalniczek, że mogłabym w nich pływać, podpalać się codziennie, podpalać kota z którym mieszkam, moje miejsce pracy i jeszcze zostało by mi dość zapalniczek, aby w nich spać.
Następnym prezentem są korale. Nie wiem, naprawdę NIE WIEM,czyje one są, dlaczego ktoś mi je zostawił i dlaczego sądził, że chciałabym je nosić, faktem jest, że je zostawił. Może sądził, że będzie pasować do mojej egzotycznej urody? Nie wiem i prawdopodobnie nigdy się nie dowiem.


 Takim ostatnim, często spotykanym napiwkiem jest alkohol. Niestety smutne jest to, że (nie wiem kiedy), ale zostałam alkoholiczką, odkąd pracuję w szatni, a z alkoholu, który mi dają nie zostaje nic, prócz pustych puszek albo butelek, a ja jestem aż tak leniwa, że nie chce mi się zanieść ich do sklepu i zrobić na nich dobry hajs.
Kiedyś dostałam też szalik i w sumie jest fajny i zastanawiam się, czy go nie nosić.



W szatni poznaję też wielu ciekawych ludzi. Nie wiem dlaczego, ale pijani duńczycy koniecznie chcą wyrwać zagraniczną szatniarkę. Przedwczoraj natomiast o mój numer pytał facet z Afganistanu. Szczęście w nieszczęściu, a zarazem smutna prawda o mnie jest taka, że nie mam duńskiego telefonu. Niestety afganistańczyk się wycwanił i znalazł mnie na fejsie, a ja mu nie odpisałam. I teraz drżę o swoje rzycie i szukam dziwnych przedmiotów wokół, bo jestem pewna, że prędzej, czy później znajdzie mój dom i moją rodzinę i podłoży gdzieś bombę. Ciapatom naprawdę nie można ufać.
Paradoksem w mojej pracy jest to, że chciałabym tam chodzić na wyjebce i jak żul, ale wtedy nie dostaję napiwków i na przykład nie kupiłabym mojego pięknego iPoda, który jest cudowny. Z drugiej jednak strony, jak już się pomaluję, to niestety zadręczają mnie pijani faceci, najczęściej grubi i z pryszczami, bo dlaczego ktoś o normalnym wyglądzie miałby do mnie zagadać? Bądźmy szczerzy, takie rzeczy się po prostu nie zdarzają.


 (Tu moja super sportowa stylówka na wyjebce, a zdjęcia sobie robię, bo moja praca jest nudna)

Pozdrawiam,
Szatniarka Ania

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz