czwartek, 21 marca 2013

Życiówka

Post ten powstaje w natchnieniu, które łapie Cię tak nagle, że rzucasz wszystko, aby tylko napisać notkę. Tak mają artyści, co zrobisz? Jednakże jest to również kwintesencja tego, jak smutne i żałosne jest moje rzycie.
Dziwnym trafem znów znalazłam się w Warszawie, w której znów poniósł mnie (nas) melanż. Może to zwyczajnie dlatego, że jesteśmy świnkami i mopsami i nie potrafimy pić jak piękne dziewczynki. Jednakże z całego wyjazdu jestem jak najbardziej zadowolona, ponieważ dokonałyśmy wraz z Horse-Fashion i featuring z Kasią, Magdą i gościnnym występem Bożenki fajnego przedsięwzięcia, w którym miałam okazję uczestniczyć, efekty już niebawem kochani!!
Wracając jednak do mojej smutnej dzisiejszej życióweczki. Nie wiem co kierowało mną, gdy postanawiam zamówić sobie busa do Wrocławia na 9 rano. Co ja myślałam? Że pójdziemy spać o 21, gdy przede mną tylko jedna noc w Warszawie? Kogo ja chciałam oszukać? Tak więc w efekcie spałam jedną godzinę, po czym wyruszyłam w swoją podróż ma Młociny. Miałam przygotowaną piękną stylóweczkę ze spódnicą maxi, jednakże jakiś szatan w mojej głowie powiedział "Nieee, pojedź w koszulce w której śpisz (SZARA KOSZULKA Z NAPISEM STREETBALL 2007) i złotych leginsach i będzie kimanko w busie. Sounds like a good plan, PRAWDA? Tak więc zrobiłam. Nie przewidziałam jednak jednego..... Gdy wyglądasz najgorzej, najlepszych ludzi spotykasz na swojej drodze.
Wsiadłam niewinnie do metra, i już na końcu spotkał mnie kanar. Jednak głupi ma zawsze szczęście, więc przy sprawdzaniu została mi jeszcze cała MINUTA ważnego biletu 20-minutowego. Siedzę sobie więc, a tu z metra wysiada chłopak z "Sali Samobójców". Smutek i żal, a zarazem szczęście, że jednak nie było dane zetknąć się naszym spojrzeniom.
Wysiadam sobie z metra i pędzę na Polskiego. Czekam, czekam i tu nagle... Dziewczyna z obozu w Londynie na którym byłam 2 lata temu. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że czekając dalej, na drugim przystanku widziałam innego kolegę Z DOKŁADNIE TEGO SAMEGO OBOZU W LONDYNIE. Przypadek? Nie sądzę. Nie oszukujmy się, jestem obeznana w teoriach spiskowych i wiem, że coś się święci.
Czekając sobie dalej postanowiłam wejść do budynku, bo gorąc z okazji Pierwszego Dnia Wiosny mnie tak powalił, że nie dałam rady już wystać na tym upale. A tam jeden z chłopaków z Afromental. I TU MOJE PRZEWODNIE PYTANIE DZISIEJSZEJ NOTKI. JAK RZYĆ, GDY JESTEŚ W CIUCHACH DO SPANIA I WCZORAJSZYM MAKIJAŻU? Dziwnym trafem wybierając miejsca w autobusie siedzę niesamowicie blisko niego, dlatego nie mogę zdjąć płaszcza, bo to najbardziej fashionerska, a zarazem jedyna reprezentatywna część mojego ałtfitu dziś.

Przedstawiam zdjęcia zarejestrowane wczoraj z kamerki internetowej:




A tu dzieło początkującej, ale dobrze rokującej Irminy Pączek Photography:


























Pozdrawiam,
Imprezowiczka Ania

3 komentarze: