Swój
dzisiejszy wywód, jak można (albo i nie) się domyślić, kieruję do miłośników
zwierząt.
Jakimś okropnym trafem, wynajmując piękny pokoik nieopodal duńskiego fiordu mam wątpliwą przyjemność dzielić część mojego mieszkania również z kotem. Często mijamy się, nie zauważamy, w biegu codziennego życia i własnych obowiązków. Zdarza się również, że wchodzimy sobie w drogę i nadeptujemy na odcisk.
Nie wiem czy kiedyś wspominałam, ale jestem z reguły antyzwierzęca. Gdy inne dziewczyny widzą jakiegoś kota, to mówią "Ojeeeej, jaki piękny kotek, kici kici", a ja albo mam ochotę go kopnąć, albo zwyczajnie go kopię. Tak też dzieje się z kotem, z którym koegzystuję. Nie ma dla mnie nic bardziej irytującego, niż kot, o notabene kretyńskim imieniu KIT KAT, przebiegający setny raz po korytarzu. Albo gdy idę pod prysznic, a ów kot nagle stwierdza, że prysznic to idealne miejsce do rozłożenia się i biegnie tak, jakby to był wyścig ze mną. Wyścig, który zawsze przegrywam, bo lubię włączać wodę pod prysznicem i patrzeć jak ucieka. WHO'S LAUGHING NOW?????
Wyjdę teraz na wyrodnego człowieka, choć w swoim, co prawda krótkim, ale barwnym życiu i ja miałam swoich czworonożnych przyjaciół. Pierwszym z nich to nieustanny kompan mojego życia, żółw KUBA. Został on zakupiony, gdy miałam bodajże 7 miesięcy i do dziś jest z nami. Symbolicznie mówię zawsze, że jesteśmy w tym samym wieku z Kubą, choć wiem, że jest młodszy ode mnie ok. 4 miesiące. Jest niepisanym piątym członkiem naszej rodziny, choć nikogo on nie interesuje i wszyscy kłócimy się ze sobą, gdy mamy mu wymienić wodę w akwarium. Sam Kuba prowadzi koczowniczy tryb życia, polując na jedzenie, które moja mama wsypuje mu do akwarium. Zdarzało się również, że zjadał on rybki, z którymi dzielił akwarium, co dowodzi faktowi, że z Kubą nie ma żartów.
Drugim zwierzęciem z kolei był pies. Bernardyn o pięknym imieniu Bary. Kochałam go, choć byłam mała, bo w 4 klasie podstawówki. Z nim biegałam sobie po podwórku, leżałam na podłodze w salonie, ledwo mieszcząc się obok niego, bo zajmował niemal całą przestrzeń naszego malutkiego mieszkanka. On nauczył mnie co to bezgraniczna przyjaźń i oddanie. Jednakże z powodu jego choroby musieliśmy go oddać i od tego czasu nie wierzę, że jest na tym świecie cokolwiek stałego, nie wierzę w miłość, życie nie ma dla mnie sensu i wszyscy umrzemy. Może i uniwersalne wnioski, ale dość brutalne jak dla 9latki. Przeżyłam szybką szkołę dorastania.
Pewnie to ostatnie przeżycie sprawiło, że jestem tak zgorzkniała i nie lubię zwierząt. Pointa jest taka, że umrę samotnie. Co w sumie może jest ok, bo przynajmniej żaden kot czy kanarek nie zje mi oczu.
Chciałam zrobić kilka zdjęć z moim kotem, jednakże chyba boi się mnie już tak bardzo, że uciekał, gdy tylko mnie zobaczył Chcąc jednak pozostać w sferze zwierzęcej przedstawiam kilka zdjęć z sarenką, którą spotkałam podczas zwyczajnego spaceru.
Jakie są Wasze przeżycia ze zwierzętami?
Pozdrawiam,
Nieczuła Ania
Bardzo lubię swoje zwierzaki, mój kociak jest rozpieszczany przeze mnie, więc brakuje mi ich, gdyż nie odwiedzam teraz często domu.
OdpowiedzUsuń