niedziela, 10 marca 2013

O zwierzętach

Swój dzisiejszy wywód, jak można (albo i nie) się domyślić, kieruję do miłośników zwierząt. 
Jakimś okropnym trafem, wynajmując piękny pokoik nieopodal duńskiego fiordu mam wątpliwą przyjemność dzielić część mojego mieszkania również z kotem. Często mijamy się, nie zauważamy, w biegu codziennego życia i własnych obowiązków. Zdarza się również, że wchodzimy sobie w drogę i nadeptujemy na odcisk. 
Nie wiem czy kiedyś wspominałam, ale jestem z reguły antyzwierzęca. Gdy inne dziewczyny widzą jakiegoś kota, to mówią "Ojeeeej, jaki piękny kotek, kici kici", a ja albo mam ochotę go kopnąć, albo zwyczajnie go kopię. Tak też dzieje się z kotem, z którym koegzystuję. Nie ma dla mnie nic bardziej irytującego, niż kot, o notabene kretyńskim imieniu KIT KAT, przebiegający setny raz po korytarzu. Albo gdy idę pod prysznic, a ów kot nagle stwierdza, że prysznic to idealne miejsce do rozłożenia się i biegnie tak, jakby to był wyścig ze mną. Wyścig, który zawsze przegrywam, bo lubię włączać wodę pod prysznicem i patrzeć jak ucieka. WHO'S LAUGHING NOW?????
Wyjdę teraz na wyrodnego człowieka, choć w swoim, co prawda krótkim, ale barwnym życiu i ja miałam swoich czworonożnych przyjaciół. Pierwszym z nich to nieustanny kompan mojego życia, żółw KUBA. Został on zakupiony, gdy miałam bodajże 7 miesięcy i do dziś jest z nami. Symbolicznie mówię zawsze, że jesteśmy w tym samym wieku z Kubą, choć wiem, że jest młodszy ode mnie ok. 4 miesiące. Jest niepisanym piątym członkiem naszej rodziny, choć nikogo on nie interesuje i wszyscy kłócimy się ze sobą, gdy mamy mu wymienić wodę w akwarium. Sam Kuba prowadzi koczowniczy tryb życia, polując na jedzenie, które moja mama wsypuje mu do akwarium. Zdarzało się również, że zjadał on rybki, z którymi dzielił akwarium, co dowodzi faktowi, że z Kubą nie ma żartów.
Drugim zwierzęciem z kolei był pies. Bernardyn o pięknym imieniu Bary. Kochałam go, choć byłam mała, bo w 4 klasie podstawówki. Z nim biegałam sobie po podwórku, leżałam na podłodze w salonie, ledwo mieszcząc się obok niego, bo zajmował niemal całą przestrzeń naszego malutkiego mieszkanka. On nauczył mnie co to bezgraniczna przyjaźń i oddanie. Jednakże z powodu jego choroby musieliśmy go oddać i od tego czasu nie wierzę, że jest na tym świecie cokolwiek stałego, nie wierzę w miłość, życie nie ma dla mnie sensu i wszyscy umrzemy. Może i uniwersalne wnioski, ale dość brutalne jak dla 9latki. Przeżyłam szybką szkołę dorastania.
Pewnie to ostatnie przeżycie sprawiło, że jestem tak zgorzkniała i nie lubię zwierząt. Pointa jest taka, że umrę samotnie. Co w sumie może jest ok, bo przynajmniej żaden kot czy kanarek nie zje mi oczu.

Chciałam zrobić kilka zdjęć z moim kotem, jednakże chyba boi się mnie już tak bardzo, że uciekał, gdy tylko mnie zobaczył Chcąc jednak pozostać w sferze zwierzęcej przedstawiam kilka zdjęć z sarenką, którą spotkałam podczas zwyczajnego spaceru.






Jakie są Wasze przeżycia ze zwierzętami?
Pozdrawiam,
Nieczuła Ania

1 komentarz:

  1. Bardzo lubię swoje zwierzaki, mój kociak jest rozpieszczany przeze mnie, więc brakuje mi ich, gdyż nie odwiedzam teraz często domu.

    OdpowiedzUsuń